Zabawa w chowanEGO

Przemek, jeden z moich ulubionych polskich joginów, znany z pasji i merytoryki, zamieścił na fejsie post o Ashtandze będący swoistą odezwą do Iyengarowców żeby nie „hejtować nawzajem swojej praktyki”.

Opatrzyłem to mniej więcej takim komentarzem:

Wszyscy utożsamiamy się z naszymi praktykami. Lekko generalizując (na potrzeby blogowego wpisu) widzę to tak:  ludzi z, nazwijmy to roboczo, surowym, wymagającym ego, będzie fascynować vipassana, tych co lubią przenosić odpowiedzialność za swoje życie na innych: ścieżka bardziej bhakti, lubiących analizować i tropić powiązania: biologia totalna, osoby zasadnicze: tradycyjne zen… i tak dalej.  Oczywiście to nie musi być super oczywiste: czasem luzak, jakiego znajdziesz na „vipce” a który pozornie zadaje kłam hard corowemu ego, dopiero po bliższym wejrzeniu może się okazać człowiekiem żyjącym w ciągłym, wewnętrznym napięciu.

Każdy wychwala swoje, ale  nie wynika to z zajebistości danej ścieżki, a dopasowania ego do ogólnego kształtu ścieżki/metody. Po 15 latach z duchowością czuję, że ważne są postawy nie ścieżki. Te liczą się, rzecz jasna, na pewnym etapie lub kiedy ich wybór płynie z wolnego wyboru, z serca. Bo inaczej  możesz 25 lat dmuchać kryję, ćwiczyć ashtangę czy drętwieć w medytacji, ale bez szczerości, która jest postawą, a nie ścieżką/metodą,   zmiany będą kosmetyczne.  Kiedy jesteś 100% szczery ze sobą wtedy w zasadzie żadna metoda nie jest potrzebna.

Więc „atak” jednej ścieżki na drugą wynika z utożsamiania się, z gry ego, widzenia przez filtr własnej osobowości z jej preferencjami i deficytami. Równie dobrze można się spierać czy Lech czy Legia.

Na co Przemek odpisał: „Nie widzę problemu w tym, żeby się różnić, ale wciąż można się szanować i nie uciekać się do hejtu. Zdecydowanie jestem zdania, że polska joga jest już na tyle poważną i dojrzałą dyscyplina, że czas najwyższy nauczyć się mówić o jodze merytorycznie i pozytywnie, bez kibolstwa”

I moim zdaniem tu jest pies pogrzebany. Bo ja się zgadzam z Przemkiem: i co z tego? Inni mają swoje zdanie. Mają do tego prawo.  Moim zdaniem pisząc „merytorycznie i pozytywnie” czy jakkolwiek inaczej sugerując prawidłowe podejście w tym samym momencie utożsamiamy się ze swoją racją, a to już jest forma kibolstwa. Kumacie? Promujemy niezależność, akceptację i brak oceny, brak tak zwanego judging mind…ale na naszych warunkach. Powinno być „pozytywnie i merytorycznie”. Dlaczego? Bo akurat mi się to klei z moim ego.

A przecież inni mogą mieć, z założenia, zupełnie inne podejście. Może akurat ktoś nie chce pozytywnie tylko jego ścieżka wiedzie przez oswajanie lęków i ciemnej strony. Niech sobie ma taką drogę.

Ego potrafi przebrać się w duchowe szaty na bardzo subtelnym poziomie i izolować nas poczuciem mania racji.

Moja przyjaciółka Natalia napisała mi tak: „Fajnie napisałeś , ostatnio obserwuję subtelne ataki;) i projekcje własne na innych i innych na innych za to „ktoś coś”, a „ktoś siamto”   lubi, preferuje, robi , nie robi, ma zdanie itp. Te „projekcje” są wielokrotnie wypolerowane…  i wyperfumowane;) tak by nie czytać ich wprost, choć jak raz znajdzie się klucz to staje się to oczywiste. Właściciele tych projekcji mają to często kompletnie nie uświadomione, są jak w jakimś bębnie samonakręcającym, w bębnie samoracji…Te projekcje są też wprost obnażające;) Jak się jest całkowicie szczerym wobec siebie i zadowolonym z siebie to cieszy się że inni cieszą się inaczej, po swojemu, nie trzeba nic nikomu udowadniać… panuje zgoda, forma przyzwolenia, a przynajmniej brak odwetu. przekroczyć ocean oceny;) i wznieść się na poziom współczującego wglądu;) o to wyzwanie;) pisząc to zdaję sobię sprawę że często wpadam w pułapkę racji;)”

Piszę o tym, bo w moim odczuciu, warto być świadomym tego zjawiska. Utożsamiania się ze swoją praktyką i w efekcie zesztywnienia pod przykrywką duchowego rozwoju. To podwójnie ciekawe, bo większość rozwijających się duchowo osób jest mocno wyczulona na brak akceptacji przejawionej w oczywisty sposób jak rasizm czy skrajny nacjonalizm.

Wytykamy innym co mamy w sobie (i albo wypieramy albo nie akceptujemy). Głupio spierać się o wyższość jednej metody nad drugą (czy spierać się o wyższość „wszędzie jest to samo tylko inaczej podane” nad wyborem jednej drogi) zwłaszcza, że wszyscy gramy w tej samej drużynie.

Ale to też tylko, być może, kolejna „racja” z którą ja się utożsamiam…

Swoją drogą: zamknijcie na chwilę oczy i wyobraźcie sobie kompletny brak oceniania. Żadnego dobre, złe, lepsze, gorsze. Stu procentowo: jest co jest. Chwila obecna nieposzatkowana żadną formą ego, nie pomazana naleciałościami umysłu, nieprzefiltrowana przez intelekt…Tylko na chwilę sobie wyobraźcie? ZERO oceniania.

Można poczuć ten stan.

Wolność.

(a chwilę później przychodzi: świetne. Czyli: kolejna ocena)

3 Comments

  1. mi said:

    Pierwszy! 😉

    15 listopada 2016
    Reply
    • admin said:

      :)

      15 listopada 2016
      Reply
  2. aneTAO ;) said:

    :) :)

    20 listopada 2016
    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *