Spokój pozorny.

Jako osoba, która ma tendencje do tłamszenia gniewu i pozostania opanowanym, a jednocześnie jako ktoś kto wielokrotnie doświadczył nieporuszonego super spokoju podzielę się takim spontanicznie przybyłym do mnie tematem (patrz tytuł postu).

Często wydaje się, że w konflikcie jedna osoba jest spokojna, a druga zdenerwowana ponad miarę.  Zwłaszcza ludzie „pracujący nad sobą” za wszelką ceną chcą utrzymać spokój. Ktoś się wkurza, a druga osoba, ta niby spokojna, mówi „ale spokojnie”, „ czym się przejmujesz?”, „nie ma się co denerwować” Tymczasem konflikt, kłótnia może zaistnieć tylko między dwoma zdenerwowaniami. Skoro jesteś spokojny to czemu się denerwuje zdenerwowanie?

Wzburzona osoba uspokoi się przy tobie tylko wtedy gdy twój spokój jest większy od jej wzburzenia.

W żadnym innym przypadku.

(No chyba, że się wykrzyczy, spuści ciśnienie. To może pomóc. Aż do następnego wybuchu)

To zresztą nie dotyczy tylko kłótni, a także obcowania z niezdrowo pobudzonymi osobami.

Jeśli obok ciebie ktoś krzyczy, jest wkurzony, niespokojny, rozgorączkowany i ty coś usiłujesz z tym zrobić:

a) aktywnie, na przykład, dajesz argumenty, uspokajasz lub

b) biernie, dajmy na to, przeczekując i karmiąc się duchowymi sentencjami (które pozostając na poziomie intelektu mają ograniczoną wartość) czy kontrolując emocje, a te twoje starania „a” i „b” na nic się zdają to znaczy, że twój spokój nie jest „bardziej” niż wzburzenie drugiej osoby.

Taki spokój jest pozorny. To opanowanie, tłumienie gniewu, emocji, które identyfikujemy jako złe, niepotrzebne. Nie jest to spokój wynikający z jakiejś ugruntowanej mądrości czy stabilności praktyki medytacyjnej. Dochodzi do sytuacji w której zdenerwowany próbuje się opanować i udając spokojnego próbuje uspokoić drugiego zdenerwowanego i zaniepokojony brakiem rezultatu bardziej się denerwuje dalej udając, że jest spokojny…

Może uda ci się taką postawą doraźnie uniknąć eskalacji konfliktu, ale na dłuższą metę przynosi to wiele niekorzystnych rzeczy. I na poziomie relacji z tą osobą, i kontaktu ze sobą, i zdrowia.

Co robić sytuacjach konfliktowych lub pełnych wzburzenia, kiedy spokoju nie ma?

Być z tym co jest, nie udawać. Jeśli czujesz dyskomfort, gniew: powiedz o tym, wyraź to (oczywiście nie mówię tu o przemocy! ani o zrobieniu z kogoś zlewki na własne frustracje)

Jeśli jest w tobie spokój, ten autentyczny,  bardziej stabilny niż mający kilka czyjś zdań wyporności, wtedy znajdziesz sposób na rozwiązanie kłótni czy innego  tego rodzaju zamieszania. Żart, przytulenie, przyznanie się do winy, wysłuchanie kogoś. Czasem jedno spojrzenie może rozwiać burzę emocji.

Jestem pewien, że doświadczyliście tego.

Ja miałem kiedyś taką sytuację: zadzwonił do mnie ktoś z mega pretensjami, z awanturą.  Wiele z tych zarzutów było podyktowane niezdrowymi emocjami, które nie miały ze mną nic wspólnego. I grzmi mi w tę słuchawkę, marudzi, wylewa swoje frustracje. Ma do mnie pretensje o rzeczy o których nawet nie wiedziałem. Normalnie albo bym się bronił i argumentował, albo zaciął w sobie, stłumił dyskomfort  braku  zrozumienia oraz gniew i siedział cicho udając spokojnego. Mądrzejszego nawet. Tym razem zadziały się dwie rzeczy, pozornie sprzeczne: czułem w sobie wielki spokój, przestrzeń w którą ataki na moją osobę wpadały bez echa, roztapiały się, nie znajdowały zahaczenia. Jednocześnie bardzo stanowczo i konkretnie odniosłem się do ataków i powiedziałem stop.

Byłem i spokojny, i rozwiązałem konflikt ani uciekając ani walcząc. Dodatkowo nie czując potrzeby obrony przyjąłem sensowny feedback.

Żebym zawsze tak potrafił jak wtedy J.

Zdarzyło mi się tak jeszcze, owszem, niemałą ilość razy, ale oddając szczerość: po tym wydarzeniu wciąż się zacinam i udaję spokojnego.

No dobra, mamy garść wiedzy co robić jak jest zdenerwowanie, a co robić żeby zachować spokój, tę przestrzeń z której płyną świetne pomysły na rozwiązywanie trudnych sytuacji?

  • Mieć świadomość, że wszystko mija. Jakikolwiek to problem i tak przeminie. Jak nie przeminie, jakimś cudem, to w takim razie i tak nie masz na niego wpływu. Pomyśl o tych kłótniach w przedszkolu albo jak byleś nastolatkiem. Jakie to ma znaczenie teraz? To przez co przechodzisz teraz, za ileś tam lat, będzie miało takie znaczenie jak to z przedszkola.
  • Mieć świadomość, że wszystko ma swoje „zady i walety”, od nas zależy na co damy uwagę.
  • Nie bać się stresu, konfliktu. To część życia, mają swoją rolę na pewnym etapie.
  • Medytować, medytować, medytować. To może być medytacja klasyczna, może być tango, może być bieganie. Chodzi o ten stan wolny od zamętu w umyśle, super kontaktu ze sobą. Praktykowany regularnie utrwala się.

O, i taki wpis na spontanie, bo w sumie zasiadłem do pracy wieczorem…

Zachęcam do newslettera, na górze po prawej i komentarzy.

 

zdjęcie: http://legalresearchiseasy.blogspot.com/

5 Comments

  1. Przemek said:

    Ten wpis poruszył mnie swoją mądrością. Dziękuję :)

    5 lutego 2016
    Reply
    • admin said:

      :)

      5 lutego 2016
      Reply
  2. Anneli said:

    Cudny tekst. Czesto to, co opisane obcesrwuje tak u siebie jak i innych. Fajnie porzadkuje ten tekst…..

    8 lutego 2016
    Reply
    • admin said:

      no to pysznie :)

      19 marca 2016
      Reply
  3. Sylwia said:

    Zgadzam się. A ten pozorny spokój u innych na dodatek w parze z takim slodko-kwaśnym protekcjonalnym traktowaniem podczas takiego konfliktu czy kłótni jest niesmaczny. Gra pozorów, że wszystko gra. Ale, uczymy się całe życie i my i inni;-)

    22 lutego 2016
    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *