Jaki jest cel medytacji?

Dziś na blogu Bez Ego, który lubię i którego twórczynię Miriam miałem przyjemność poznać, ukazał się tekst o celach medytacji. Jako, że od dwóch miesięcy po głowie błąka mi się ten sam temat wykorzystam tę okazję.

Jedziemy.

Ludzie medytują z następujących powodów:

  • Wyciszenie się, odstresowanie
  • Oświecenie, duchowy rozwój.
  • Z intencją (rodzaj modlitwy)
  • Żeby uciec od codziennego życia, od siebie (nieuświadomione)
  • Z ciekawości, lansu lub bo ktoś bliski to robi.
  • Mieszanina powyższych

Wszystkie powyższe nie do końca mają sens. Czy raczej mają pewien sens.

Zasiadanie do medytacji z jakimkolwiek oczekiwaniem jest skupieniem się na efekcie. Oczekiwanie zaś, z definicji, jest uwiązaniem umysłu do przyszłości i powoduje mniejsze lub większe napięcie.

Tworzymy pewien business plan, jakieś założenia sportowe, i budujemy konkretną koncepcję co ta medytacja ma przynieść. Znam nawet gościa, który założył sobie 12 lat „na oświecenie” a jak nie to on się ‘miksuje z interesu’. Koncepcje to, również z definicji, usztywnienie, utwardzenie myśli w sposób trwały.

Ani napięcie, ani usztywnienie – nawet jeśli na jakimś etapie może na pomóc coś sobie uświadomić – nie jest, jak mniemam, kwintesencją medytacji.

Dodatkowo cel, wizja efektu, implikuje ocenianie. Ocenianie utrudnia szczere pobycie ze sobą – będziemy zamiatać pod dywan pewne rzeczy – i z założenia jest aktywnością umysłu, a im więcej umysłu tym mniej medytacji.

Dla jasności. To nic złego, że chcemy się wyciszyć, czy że mamy konkretny cel jakim jest rozwój duchowy, że mamy intencję np. poprawa swojego lub cudzego zdrowia. To porządkuje, kierunkuje energię. Jak każdy inny cel np. trenuję żeby pobiec półmaraton.

Nawet  ucieczka od rzeczywistości czy medytacja dla lansu może, z czasem, zaiskrzyć czymś wartościowym, być komuś potrzebna na jakiś czas. (Zdecydowanie jednak tylko taktycznie, jako strategia może wieść na manowce, co obserwuję od lat u siebie :) i ludzi medytujących,  o czym pisałem na blogu kilkukrotnie)

No to co ja się czepiam?

Po co medytować w końcu?

Celem medytacji jest…medytacja.

Jeśli kochasz taniec to tańczysz i efekty są nieistotne lub drugorzędne.

Jeśli uwielbiasz snowboard to kiedy już jedziesz na desce cała reszta przestaje mieć znaczenie.

I wtedy, paradoksalnie, przychodzą najlepsze efekty, ale psssst…nie mówcie nikomu, że Wam mówiłem :)

Zobacz sam. Jak tańczysz i myślisz o wyniku, albo innych okolicznościach, powiedzmy „co ludzie powiedzą”: jak Ci się tańczy? A jak jest tańczyć kiedy po prostu popłyniesz z muzyką, z własnym ciałem?

Jest różnica?

Medytacja ma różne etapy. Nuda, zniecierpliwienie, spokój, ból, wyłażące emocje, błogość… Kiedy medytujesz dla medytowania pełniej je odczuwasz, nie wieszasz się na nich i łatwiej Ci przez nie przejść.

Medytacja z założenia to szczerość, akceptacja, przytomność,100%. Po co szukać dodatkowo celu?

Albo z drugiej strony. Nawet jeśli nie wyciszysz się, nie odstresujesz, czyli medytacja nie spełni pokładanych weń nadziei: co z tego? Najwyżej będziesz zestresowany parę dni dłużej :)

Oczywiście wybór należy do Ciebie. Ty znasz siebie najlepiej, wiesz na jakim jesteś etapie, co dla Ciebie na ten moment dobrze pracuje. Nie ma sztywnych reguł.

Po prostu wiedz, że istnieje taka ewentualność: medytowania dla medytowania.

Bez podskórnych oczekiwań.

Fot.josefinesprenger.com

2 Comments

  1. Aleksandra said:

    Echart Tolle :)

    26 czerwca 2016
    Reply
  2. aneTAO ;) said:

    :) :)

    29 października 2016
    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *